Choć Napoli pokonało w środę w rozgrywkach Ligi Mistrzów ekipę Liverpoolu po niezwykle emocjonującym meczu, nie wszyscy piłkarze gospodarzy kładli się tego dnia spać w szampańskich nastrojach. Jak dziś rano poinformował bowiem neapolitański dziennik Il Mattino, w nocy bandyci napadli wracającego do domu napastnika reprezentacji Polski, Arkadiusza Milika.

Łupem rabusiów padł zegarek marki Rolex Daytona o wartości około 30 tysięcy złotych. Jak donoszą dziennikarze, cała akcja była dokładnie zaplanowana i bandyci doskonale wiedzieli, kto, kiedy i gdzie będzie kierował tym konkretnym samochodem. Po zajechaniu drogi motocyklem do Milika podeszło dwóch mężczyzn w kaskach i po wycelowaniu w niego pistoletem wydali krótki komunikat – „oddawaj zegarek”.

Całe zdarzenie trwało około minuty i miało miejsce w okolicach miejscowości Varcaturo. Milik nie stawiał oporów i zgodnie z poleceniem oddał cenny zegarek, a napastnicy natychmiast uciekli z piskiem opon w kierunku Licoli. Napastnik Napoli od razu zgłosił sprawę do klubu, a dziś rano złożył zawiadomienie na policji. Patrząc na podobne wydarzenia z przeszłości, których doświadczyli zawodnicy Azzurrich, Milik może mieć nadzieję, że zegarek lada chwila… zostanie mu zwrócony.

Tak było między innymi w przypadku Marka Hamsika, kiedy to w 2011 roku skradziono jego żonie ekskluzywny samochód. Podobnie jak Milikowi, grożono jej wówczas pistoletem i kobieta nie miała wyboru – musiała oddać nowiuśkie BMW x6. Gdy jednak w mieście puszczono informacje o tym, że to samochód Hamsika, auto dziwnym trafem bardzo szybko się znalazło. Zresztą to nie jedyne tego typu zdarzenie słowackiego gwiazdora – kilka lat wcześniej skradziono mu zegarek, który – według późniejszych opowieści – również chwilę potem wrócił do idola kibiców Napoli. Jak jednak Hamsik przyznał w swojej niedawno wydanej autobiografii, w Neapolu od zawsze czuł się jak w domu, a te wydarzenia nie sprawiły, że przestał wierzyć w ludzi. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w mieście na południu Włoch gra już ponad 10 lat i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie planował odejść z Napoli.

Milik i Hamsik to nie jedyni piłkarze Napoli, którzy w trakcie gry w tym klubie byli ofiarami bandytów. Zegarek stracili też między innymi wychowanek klubu, Lorenzo Insigne czy Valon Behrami, którego napadnięto z samego rana w okolicach jego domu. Trudno jednak łączyć te incydenty z mafijnymi porachunkami – gangsterzy powiązani z Camorrą nie bawiliby się bowiem w kradzież zegarków, które – patrząc na to, jakimi pieniędzmi obracają na handlu narkotykami czy przekrętach budowlanych – mają dla nich naprawdę znikomą wartość. Napadów dokonują raczej aspirujący i młodzi przestępcy, którzy doskonale wiedzą, że piłkarze zawsze mają przy sobie coś cennego i bez problemów oddadzą im to, na czym mogą zarobić kilka czy kilkanaście tysięcy euro.

Oczywiście nie tylko w Neapolu zdarzają się przypadki napadów na piłkarzy. Przed laty w Turynie okradziono w biały dzień ówczesnego napastnika Juventusu, Mirko Vucinicia. Były piłkarz Romy spacerował jak gdyby nigdy nic po mieście, a nagle podjechało do niego dwóch rabusiów na skuterze i – choć Czarnogórzec próbował się bronić – zdjęli z jego ręki zegarek warty co najmniej 20 tysięcy euro. Równie głośno było o kradzieży na napastniku Interu, Mauro Icardim, który raz po raz chwalił się na swoich social mediach nowym zegarkiem marki Hublot wartym ponad 40 tysięcy euro. Złodzieje wiedzieli więc co aktualnie nosi argentyński gwiazdor i wykorzystali to – okradając go wieczorem w centrum Mediolanu.

Zdarzały się jednak znacznie grubsze napady na piłkarzy niż kradzieże – oczywiście cennych – zegarków. Paul Pogba i Arturo Vidal w czasie gry w Juventusie padli ofiarą włamywaczy do ich domów, więc łupy rabusiów były znacznie bardziej okazałe niż w przypadku kradzieży samych zegarków. Poza Włochami również dochodzi do takich historii – w Marsylii swego czasu napadnięto Floriana Thauvina, a Vitorino Hilton po tym, jak został napadnięty i okradziony we własnym domu, natychmiast wraz z rodziną wyjechał z miasta. Najgłośniejsza była chyba jednak sprawa Lucho Gonzaleza, któremu w czasach gry w OM skradziono karty kredytowe i samochód. Mówiło się wówczas, że Argentyńczyk mógł stracić na tym napadzie nawet pięć milionów euro!

Jak widać po powyższych przypadkach, napady na piłkarzy zdarzały się i – niestety – będą się zdarzać. Są oni bowiem łakomym kąskiem dla gangsterów, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, gdzie mieszkają i jakim majątkiem dysponują. Dodając do tego fakt, że zawodowych sportowców często nie ma w domu, gdyż przebywają na zgrupowaniach, meczach czy zawodach, przepis na udany napad z perspektywy rabusiów wydaje się być bardzo prosty…