Był gwiazdą Mistrzostw Świata, zapomniany zmarł w samotności

0

Na potrzeby owej historii musimy cofnąć się aż do roku 1924, kiedy to na Stade Olymypique Yves de Manoir rozgrywano mecze piłkarskie Igrzysk Olimpijskich. Reprezentacja Urugwaju przypłynęła na ten turniej łodzią. Warunki na niej pozostawiały wiele do życzenia. Reprezentanci kraju z Ameryki Południowej przebywali przez te kilka tygodni w kajutach najniższej klasy. Jedyną możliwością na utrzymanie formy był trening na deskach wąskiego pokładu. Co ciekawe, na tym statku znajdował się również szpieg ich pierwszego rywala na Igrzyskach, czyli reprezentacji Jugosławii. Kiedy wysłał on raport do swoich przełożonych, informacja o warunkach w jakich Urugwaj przygotowuje się do turnieju wywołała jedynie uśmiechy politowania.

Kiedy dotarli do Europy, w końcu przyszedł czas na wielki turniej. Reprezentacja Urugwaju została całkowicie zlekceważona. Mowa tu nie tylko o przeciwnikach, ale i o organizatorach Igrzysk. Flaga Urugwaju została wywieszona na odwrót, z kolei zamiast narodowego hymnu, La Celeste usłyszeli Marsz Brazylijski. Takie traktowanie dało Urugwajczykom jedynie dodatkowego kopa. Rozgromili Jugosławię 7:0. Kibice zgromadzeni na stadionie przecierali oczy ze zdumienia. Jednak nie tylko z uwagi na zaskakujący wynik wypracowany przez Urugwajczyków, ale i przede wszystkim ze względu na niesamowitą grę ich kreatora akcji – Jose Leandro Andrade, nazwanego później pierwszym cyrkowcem piłki nożnej. Jak możecie się domyślić skazywany na porażkę Urugwaj wygrał Igrzyska Olimpijskie.

Najważniejszym turniejem, w którym Andrade wziął udział były jednak pierwsze Mistrzostwa Świata. Poprowadził swoją reprezentację do Mistrzostwa. Oficjalnie najlepszym zawodnikiem turnieju został wybrany jego kolega z drużyny, Jose Nasazzi, jednak wśród dziennikarzy oraz kibiców panowała jednoznaczna opinia, że to Czarna Perła, jak został nazwany, była największą gwiazdą Mundialu. Wyróżniał się zarówno wyglądem, gdyż był jedynym czarnoskórym graczem w swojej drużynie, jak i grą. W tamtych czasach piłka była sportem bardzo prostym. Prowadzenie gry bez większego ryzyka, prostota – te cechy wówczas stanowiły podstawy. Andrade jako jeden z pierwszych, o ile nie pierwszy, wprowadził do futbolu fantazję. Dziś wirtuozów dryblingu jest na pęczki. Jesteśmy w stanie wymienić takich piłkarzy przez najbliższą minutę bez zastanawiania się. Wtedy był tylko Andrade.

Mówiono, że tańczy z piłką, co jak się okazuje, było bardzo trafnym porównaniem. Największą pasją Andrade obok piłki nożnej był właśnie taniec. Występował w paryskich kabaretach, był założycielem zespołu tanecznego, a po zakończeniu kariery, to właśnie taniec stał się jego źródłem dochodów.

Jego szczęśliwe życie zmieniło się diametralnie w momencie gdy Andrade podupadł na zdrowiu. We znaki dała się m.in. choroba oka. Przed kilkoma laty, rozpędzony uderzył nim w słupek. Z każdym rokiem miał coraz poważniejsze problemy ze wzrokiem. Zrozpaczony kalectwem szukał ukojenia w alkoholu. W roku 1956 jego mieszkanie odnalazł jeden z miejscowych dziennikarzy. Gdy zobaczył w jakich warunkach żyje były Mistrz Świata, oniemiał. Andrade ze względu na skutki wieloletniego picia alkoholu nie był w stanie wykrzesać z siebie nawet jednego zdania. Żył w fatalnych warunkach – w ruderze, która kosza na śmieci czy miotły nie widziała od lat. Odwróciła się od niego również rodzina. Niedługo po odwiedzinach dziennikarza zmarł w samotności, w wieku 55 lat.

 

WERSJA VIDEO:

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o