Zapraszam do przeczytania moich opinii na temat 9. kolejki ligi angielskiej. Aż 8 meczów w sobotę, tylko jeden niedzielny i jeden poniedziałkowy. Skupiłem się więc na sobocie.

Chelsea – Manchester United, godzina 13:30
Propozycja: poniżej 2,5 gola, 2,05 – Fortuna

Pojedynek z podtekstami, bowiem Mourinho przyjeżdża do drużyny swojego życia. Akurat hit ligowy z udziałem tych zespołów kojarzy nam się z tym, w którym zawsze pada mało goli. Dla przykładu weźmy aż 15 ostatnich pojedynków we wszystkich rozgrywkach, ostatnie pięć lat – aż w 11 na 15 spotkań padało mniej niż 2,5 bramek – nieważne jacy szkoleniowcy trzymali stery. Manchester w ostatnim meczu obudził się przy swojej sekcji zwłok, ale niespodziewanie otrzepał się, wstał i poszedł do domu. Do przerwy mogli przegrywać z Newcastle dobre 0:4. Kiedy schodzili do szatni z wynikiem 0:2, to ligowi rywale zakładali ich stratę punktów. A oni zagrali drugą połowę, jakby wszystkim nagle przeszczepiono nogi Georga Besta i umysły Davida Beckhama. Z Chelsea, która wymienia mnóstwo podań wzdłuż i wszerz (najwięcej w lidze) powinni zacząć przyczajeni. Mourinho lubi grać o remis na terenie faworytów. Środek pola z rewelacyjnym Jorginho powinien zostać zdominowany przez The Blues. Eden Hazard to w tej chwili moim zdaniem najlepszy gracz w lidze i będzie próbował to udowodnić na tle dobrze taktycznie i defensywnie ustawionego rywala.

 

Cardiff – Fulham, godzina 16:00
Propozycja: powyżej 2,5 gola, 1,84 – Fortuna

Pojedynek dwóch beniaminków znajdujących się w dołku, jeśli spojrzymy tylko na tabelę. Fulham jest jak uczeń, który uczył się przez dwa wieczory na klasówkę, ale i tak dostał pałę, a Pani nie chce uwierzyć, że w ogóle usiadł do książek. Mają sporo pecha. Oddali ledwie jeden strzał mniej niż szósty w tym zestawieniu Manchester United. Sam Andre Schurrle strzelał na bramkę Arsenalu siedmiokrotnie, cały zespół z Londynu dziewięciokrotnie, a Kanonierzy przecież wygrali 5:1 na Craven Cottage. Wpadało im prawie wszystko. Z przodu punk rock, z tyłu lajtowe reggae i to po mocnym odlocie. Tak można ich podsumować. 21 goli straconych w ośmiu spotkaniach, średnia 2,63 na mecz. Obrońcy grają tak radośnie, jakby mieli nakaz wdychania balonów z helem. W ostatnich pięciu meczach londyńczyków – cztery razy padało powyżej 2,5 bramek. Cardiff po prostu musi szukać goli przeciwko tak słabej defensywie, a Fulham wcale nie zamierza zamknąć się na własnej połowie.

 

Manchester City – Burnley, godzina 16:00
Propozycja: poniżej 4,5 gola, 1,57 – Totolotek

Drużyna Burnley zagrała w tym sezonie chyba tylko jeden świetny mecz, kiedy trzy kolejki temu pokonali 4:0 Bournemouth. W dwóch ostatnich pojedynkach byli jak bokser obijany po gębie, który jednak sprowokował rywala tak, że ostatecznie dostał w jaja i wygrał przez dyskwalifikację. Zarówno Huddersfield, jak i Cardiff próbowali zrobić z podopiecznych Seana Dyche’a ciasto na naleśniki, jednak ci postanowili uruchomić geny z tamtego sezonu – mnóstwo bloków, wybić, rzucanie się na piłkę w szesnastce i całkowite wykorzystanie niewielu szans. Akurat Manchester City to zespół, który im… leży, jeśli można tak w ogóle powiedzieć. To chyba najgorszy rywal ligowy dla The Citizens oprócz Liverpoolu. Cztery takie mecze Guardioli i wyniki: 2:1, 2:1, 1:1 oraz 3:0, a wiemy, że niektóre zespoły były wręcz ośmieszane przez Obywateli. Warto postawić, że Manchester nie zdeklasuje Burnley. Mówi się, że na ławce ma zasiąść Kevin De Bruyne. Jeśli zagra, to będzie to jego pierwszy mecz w Premier League w tym sezonie.

 

Bournemouth – Southampton, godzina 16:00
Propozycja: obie drużyny strzelą, 1,65 – LVBET

Z Southamptonem jest trochę jak z Fulham. W sumie to nawet… jeszcze bardziej. Tylko Chelsea i Manchester City więcej strzelają na bramkę przeciwnika. Sam Danny Ings ma średnią 3,4 oddanych strzałów na mecz. Święci poszli na wymianę ciosów z Chelsea, gdzie obie drużyny stworzyły razem prawie 40 okazji podbramkowych. Przegrali jednak głównie ze świetnie dysponowanym Edenem Hazardem, choć na 0:3 z przebiegu spotkania nie zasłużyli. Podobna sytuacja z Wolves dwie kolejki temu, momentami dominowali rewelację tego sezonu, wygrywali mnóstwo przebitek, drugich piłek, mieli nawet wyższe posiadanie, stworzyli więcej szans, ale wynik brzmiał 0:2 w plecy. Przy takiej grze – Święci muszą w końcu wrzucić coś do sieci. Bournemouth stwarza najgroźniejsze okazje oprócz Manchesteru City i Liverpoolu, według statystyk expected goals. Wisienki mogą poczuć się zbyt pewnie i zlekceważyć rywala, którego pozycja w tabeli nie oddaje prawdziwej dyspozycji. To na nich rywale lubią się przełamywać (patrz 0:4 z beznadziejnym wtedy Burnley).

 

Newcastle – Brighton, godzina 16:00
Propozycja: poniżej 2,5 goli, 1,57 – Fortuna

Starcie dwóch drużyn z najmniejszą liczbą strzałów w tym sezonie. Newcastle ostatnio miało tylko bilet miejski na 45 minut, ale zasnęli w tramwaju i dali się złapać kanarowi w czerwonej koszuli. Obie drużyny w zasadzie trudno scharakteryzować. Podopieczni Beniteza grali i przegrywali tylko jedną bramką prawie ze wszystkimi rywalami z czołówki. Teraz czeka ich zdecydowanie łatwiejszy terminarz. Te dwie ekipy są raczej dobrze poukładane w defensywie. Brighton postawiło się Manchesterowi City, Tottenhamowi, a ostatnio zachowali czyste konto z będącym na fali West Hamem. Właściwie trudno tutaj przewidzeć wynik, najbardziej logicznie przy obecnej formie, dyspocyzji i stylu gry obu drużyn – pasuje tu poniżej 2,5 bramek.

 

Wolves – Watford, godzina 16:00
Propozycja: wygrana Wolves, 1,76 – LVBET

Wolverhampton w całym poprzednim sezonie na własnym obiekcie przegrał tylko raz. W Premier League na Molineux do tej pory nikt ich nie pokonał, choć przyjechał między innymi Manchester City. Szczególnie tutaj narzucają swój styl gry rywalowi, chcą dominować, grają z finezją, a Watford jest w sporym kryzysie i mogą w bagażniku wywieźć kilka bramek. Są jak Janusz, który może sobie pogadać, że kiedyś to było, jak byli jedną z czterech niepokonanych drużyn w Premier League. Od tamtej pory przez cztery kolejki wywalczyli ledwie punkt, dobra passa się skończyła, a ostatnie 0:4 z Bournemouth to już wynik, po którym można wykrzywić usta. Trudno się spodziewać, żeby przełamanie nastąpiło akurat na Molineux, gdzie gospodarze czują się jak ryba w wodzie, a trener Nuno Espirito Santo ma do dyspozycji wszystkich piłkarzy, łącznie z Rubenem Nevesem, który to dał się we znaki także polskiej reprezentacji.

 

Huddersfield – Liverpool, godzina 18:30
Propozycja: Liverpool wygra do zera, 1,97 – Fortuna

Przy takiej dyspozycji Virgila Van Dijka i Joe Gomeza, nawet Manchester City miał spore kłopoty ze stworzeniem sobie sytuacji. Stoperzy praktycznie rozbijali wszystko. Anglik wyraźnie uczy się od najlepszego środkowego obrońcy tej ligi, niczym dziecko od taty. Nie powtarza jednak brzydkich słów na „k”, ale uczy się wymieniać żarówkę, naprawiać pralkę, skręcać meble – normalnie same potrzebne rzeczy. Owszem, Huddersfield ostatnio zagrało niespodziewanie dobrze, ale trzeba pamiętać, że grali z Burnley, które wycofuje się poniżej poziomu morza. Liverpool od trzech spotkań nie wygrał, ale miał na rozkładzie bardzo silnych przeciwników. Teraz czeka ich lekkostrawna kolacja w postaci Hufddersfield i później dwa kolejne desery. Na pewno poważnie myślą o walce o tytuł, więc ofensywa musi się wreszcie obudzić, bo chyba zawodzi każdy ze znakomitej trójki Mane-Firmino-Salah. Za to brylują dwaj stoperzy, Robertson czy rewelacyjny w tym sezonie Wijnaldum. Klopp powinien ogolić swojego kolegę Wagnera na zero.

Autor: Patryk Idasiak [Twitter]