12-latek w dorosłej piłce!

W 1994 Celestine Babayaro i Anderlecht zadziwili cały piłkarski świat, gdy zaledwie 16-letni Nigeryjczyk zadebiutował w Lidze Mistrzów w meczu przeciwko Steaule Bukareszt. Podniosła się wówczas debata o zasadności wprowadzania tak młodych graczy do profesjonalnej piłki z dorosłymi, dobrze zbudowanymi mężczyznami, którzy przy każdym starciu fizycznym mogli po prostu zrobić krzywdę młodemu chłopakowi. Babayaro sam zadał kłam tym wątpliwościom, wylatując z boiska z czerwoną kartką już w 37. minucie meczu, a lata później trafiając do Chelsea i zdobywając z nią Puchar Zdobywców Pucharów oraz FA Cup.

Przykład 16-letniego Babayaro, mimo że jaskrawy, bo dotyczył Ligi Mistrzów, jest niczym w porównaniu do zawodników, których przedstawię Wam za moment. W wieku 16 lat oni mieli już za sobą… kilka sezonów gry w seniorskiej piłce!

Pierwszy przystanek: Boliwia i tamtejsza Division de Futbol Profesional, czyli nic innego jak najwyższy szczebel rozgrywek w tym kraju. Tutaj 19 lipca 2009 roku doszło do wydarzenia bezprecedensowego: w barwach Club San Jose przeciwko La Paz FC na boisku pojawił się Mauricio Baldivieso. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pomocnik miał wtedy… 12 lat! Chłopak był dokładnie 3 dni przed swoimi trzynastymi urodzinami i wszedł w końcówce pierwszej połowy. Rywale nie mieli jednak zamiaru stosować taryfy ulgowej na młodym zawodniku i już 5 minut po tym jak pojawił się na boisku, bardzo ostrym wejściem w jego nogi „popisał się” obrońca La Paz Henry Alaca, ewidentnie faulując swojego rywala. Koledzy Baldivieso od razu ruszyli z odsieczą i wywiązała się niemała przepychanka. Ostatecznie jednak chaos udało się zażegnać, a 12-latek po interwencji medyków Club Aurora zacisnął zęby i grał dalej, mimo że po faulu z jego oczu popłynęły łzy.


Mauricio Baldivieso w dzień swojego debiutu w lidze boliwijskiej.

Pomijając fakt, że Baldivieso pobił rekord i będzie go dzierżył prawdopodobnie przez długie lata, może i do końca życia, to gdy jego historia obiegła świat, podniosły się głosy o tym, jak irracjonalnym było wpuszczanie dziecka na mecz z dorosłymi mężczyznami. Sytuacja była tym bardziej kuriozalna, że trenerem Aurory był wówczas… ojciec 12-latka! Julio Cesar Baldivieso, a więc były napastnik reprezentacji Boliwii, sam zaryzykował zdrowie swojego pierworodnego, który jednak po meczu nie wyglądał na specjalnie smutnego – wręcz przeciwnie! Pomocnik po spotkaniu podziękował wszystkim za tę możliwość i nazwał się „najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi”. A Wy co myślicie, warto było podjąć takie ryzyko, żeby przejść do historii? Dajcie znać w komentarzach!

Jeśli myślicie, że przypadek Boliwijczyka był dużym wyjątkiem, to… nie do końca macie rację. W 2001 roku w lidze peruwiańskiej na boisku pojawił się Fernando Garcia, który debiutując w barwach Juan Aurich miał zaledwie 13 lat i był miesiąc przed swoimi czternastymi urodzinami! Z kolei 3 kwietnia 2004 na boiskach MLS zadebiutował Freddy Adu, który wszedł jako rezerwowy w meczu DC United – San Jose Earthquakes, stając się najmłodszym profesjonalnym sportowcem w historii Stanów Zjednoczonych. Innym rekordem popisał się Togijczyk Souleymane Mamam, którego FIFA uznaje za najmłodszego zawodnika, który wziął udział w meczu eliminacji do Mistrzostw Świata. 6 maja 2001 Mamam wybiegł na boisku w starciu Togo – Zambia, mając zaledwie 13 lat i 310 dni!


Fernando Garcia w barwach Juan Aurich. Przez 8 lat dzierżył miano najmłodszego zawodnika w zawodowej piłce.

Jak to jednak z afrykańskimi piłkarzami często bywa, pojawiły się wielkie kontrowersje co do wieku Togijczyka. FIFA uznaje, że Mamam urodził się 30 czerwca 1987 roku, jednak śledztwo dziennikarzy oraz osób związanych z belgijskim klubem Royal Antwerp dowodzi, że piłkarz miał urodzić się 20 czerwca 1985 roku, co sprawiałoby, że w dniu meczu z Zambią miałby blisko 16 lat. Wtedy palmę najmłodszego gracza w historii eliminacji Mundialu musiałby oddać Benowi Falaniko – zawodnikowi reprezentacji Samoa Amerykańskiego, który swój pierwszy mecz eliminacji zagrał w wieku 15 lat i 217 dni. Miało to miejsce dokładnie 7 kwietnia 2011 roku w starcu z Fidżi.


Freddy Adu. Miał być drugim Pele, a odwiedził nawet Nowy Sącz.

Abstrahując już od tego, czy tamci zawodnicy faktycznie byli w swoim wieku, czy mieli jednak „przebite blachy”, łączy ich jedna rzecz – żaden z nich nie zrobił przewidywanej kariery. Główny bohater tego tekstu, a wiec Boliwijczyk Baldivieso, stał się przyczyną konfliktu na linii on-zawodnik i jego ojciec-trener vs. ich ówczesny klub Aurora. Włodarze drużyny uznali, że to szaleństwo wystawiać tak młodego piłkarza i zakazali Baldivieso seniorowi wystawiać syna w następnych meczach. Krótko po tym incydencie obaj postanowili opuścić klub. Nie minęło jednak kilka tygodni i obaj… wrócili do Aurory. Uznali bowiem, że „decyzję podjęli w złości” i jeśli się dłużej nad tym zastanowić, to właściwie w klubie mają rację. Najpierw do drużyny wrócił syn, a chwilę później także ojciec-trener.

Ostatecznie Mauricio na regularną grę w pierwszej drużynie musiał czekać do 15. urodzin. Choć od jego debiutu minęło już 10 lat, to on wciąż gra w piłkę, mając dziś zaledwie… 23 lata! Nie wychylił nosa za ligę boliwijską, kluby zmieniając już 5-krotnie, w dodatku prawie zawsze idąc do drużyny, którą trenował… jego ojciec. Do jednej z prowadzonych przez Baldivieso seniora drużyny młodemu nie udało się jednak dostać – do reprezentacji Boliwii. Julio Cesar prowadził narodową kadrę w latach 2015-2016, ale tam już przygarnięcie syna pod swoje skrzydła nie wchodziło w grę, bo ten nie prezentował jeszcze odpowiedniego poziomu. I pytanie czy kiedykolwiek będzie.


Mauricio Baldivieso obecnie. Po oczach widać 10-letnie doświadczenie w seniorskiej piłce. A w dowodzie dopiero 23 lata…

Autor: Adam Kotleszka

Rating: 4.0/5. From 7 votes.
Please wait...

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o