Co wspólnego ma niedźwiedź z zakładami bukmacherskimi?

0

Byk to symbol hossy na giełdzie, czyli wzrost cen papierów wartościowych. W tym czasie ceny akcji rosną, a popyt przewyższa podaż.
Bessa to przeciwieństwo tego słowa. Oznacza więc spadek cen papierów wartościowych. Czasem mówi się, że to „moment niedźwiedzia”.

Jest tez druga strona. Byk szuka gry na faworyta, z kolei niedźwiedź wręcz przeciwnie, węszy w poszukiwaniu niespodzianki. I takie definicje można przypisać w stosunku do bukmacherki.
Większość obstawiających to byki, czyli osoby szukające niższych kursów (gra na faworyta; „pewniaki”). Przeważają typy na zwycięzcę (czysto lub z podpórkami) lub na liczbę goli (over/under). Stanowi to ponad 90% przyjętych zakładów.
Niestety (lub stety; zależy dla kogo) typ na faworyta siedzi w głowie większości typerów, zanim zaczną myśleć o analizie z prawdziwego zdarzenia. „No bo jakżeby Bayern miał nie ograć drużyny ze strefy spadkowej?”
Niedźwiedź szuka faworyta meczu/pojedynku, który może zaliczyć wpadkę. stracić punkty czy też dużo goli. Bowiem faworyt nie zawsze wygrywa. Nawet taki Bayern, który wygrał Bundesligę piaty raz z rzędu, w tym sezonie 9-krotnie tracił punkty (i co ciekawe, nie stracili żadnych punktów z drugą drużyną – Lipskiem).
Niedźwiedź analizuje, wypisuje argumenty za poparciem tezy o takiej wpadce. O takie czynniki jest trudniej, niż w przypadku gry na faworyta. Ale nie oznacza to przecież, że ich wcale nie ma.

Czy warto ubrać się w skórę niedźwiedzia?
Często kursy na faworytów w najlepszych ligach są bardzo podobne. Nierzadko znajdziemy na 20 różnych bukach amplitudę 0,03 kursu, na przykład kurs 1,12 najniższy a 1,15 najwyższy. Robi to niewielką różnicę. Ale buki tak wystawiają kursy, ponieważ wiedzą, że faworyci są najważniejsi dla gracza. Różnicę w poziomie bukmachera (marża) robi kurs na „nie faworyta”. Te różnice bywają ogromne. U jednego bukmachera znajdziesz kurs w okolicach 8 a u innego ponad 13.
Jeśli masz odpowiednie argumenty zdecydowanie warto obrać kierunek niedźwiedzia.

Gdzie i kiedy upatrywać wpadek faworytów?
Na pewno na początku sezonu, kiedy to drużyny bywają nieułożone, nie obrały jeszcze odpowiedniego kursu.
Świetnym przykładem w tej sytuacji jest Valencia. W sierpniu 2015 wydali na transfery ponad 150 mln euro, wielu typowało, że drużyna włączy się do walki z Realem, Barcą, Atletico. Okazało się, że nie dostali się nawet do strefy dającej grę w Lidze Europejskiej. Sezon 2016/17 zagrali słabo. Gdy drużyna sprowadza do siebie wielu zawodników trzeba na tę ekipę uważać na początku sezonu, poczekać co pokażą nowe nabytki. Z pewnością brakuje wtedy drużynie zgrania co jest sporym problemem. Same umiejętności techniczne, motoryczne to nie wszystko.

★ Podobnie bywa w czasie rozpoczęcia rundy jesiennej. Nawet dwutygodniowa przerwa na reprezentacje może pozytywnie czy też negatywnie wpłynąć na dyspozycję drużyny. Wtedy z pewnością warto odpuścić grę na faworyta albo nawet spróbować zagrać przeciwko nim.
Podam przykłady z 1-2 kwietnia 2017 (po meczach reprezentacji)
Niespodzianki sprawiły drużyny takie jak:
Chelsea 1-2 Crystal Palace (kurs na Chelsea 1,35)
Manchester United 0-0 West Brom (kurs na Manchester 1,4)
Marsylia – Dijon 1-1 (Kurs na Marsylię 1,4)
Sevilla – Gijon 0-0 (kurs na Sevillę 1,3)
Milan zaliczył wpadkę z ostatnią drużyną w tabeli (kurs na Milan 1,5)

Trzeba znaleźć jak najwięcej argumentów. Jeśli będzie ich wystarczająco, zostaje jeszcze liczyć na szczęście, ono też jest potrzebne w bukmacherce a już na pewno obstawiając wyższe kursy 🙂

★ Niektóre drużyny mają dobre początki sezonu. Z kolei na wiosnę łapią zadyszkę.
Z nieco innych przykładów – reprezentacja Polski w ostatnich latach lepiej grała na jesień, aniżeli na wiosnę/latem. Teraz się to bardziej wyrównało. Ale swoje można było zarobić, stawiając raz na naszych, raz na przeciwnika, w zależności od pory roku (oczywiście do tego wszystkiego trzeba było wziąć pod uwagę kilka innych aspektów; sama pora roku nie jest analizą).
Przykład z Hiszpanii: Las Palmas w pierwszej lidze dwa sezony z rzędu zaczyna dobrze a mając po połowie sezonu duże szanse na utrzymanie się, powoli schodzi w dół, na koniec rozgrywek nie przypominając ekipy z września-grudnia.

★Dobre kursy dostaniemy też na drużyny, które nie zaliczają się do markowych, ale nie przeszkadza im to w regularnym punktowaniu.
W Polsce na przykład Jagiellonia
W Anglii można było w poprzednim sezonie łapać niesamowite kursy na Leicester.
W Hiszpanii ponad zapowiedzi przedsezonowe spisało się Alaves oraz Eibar.
Rzecz jasna trzeba szybko znaleźć takie drużyny i nachapać się, póki dają 😉
Trzeba też znaleźć odpowiedni moment, w którym przestaniemy tę drużynę obstawiać, ponieważ kursy po kilku/kilkunastu meczach dostosują się do prawidłowego poziomu (czyt. niedającego zarobku na dłuższą metę).

★Mecze Ligi Mistrzów, Ligi Europejskiej.
Drużyny występujące w tych rozgrywkach nierzadko oszczędzały się w spotkaniach ligowych. Chyba nie ma lepszego przykładu w tym sezonie jak Celta Vigo. Niemal w każdym meczu trener mocno rotował składem. Stąd tak niska pozycja w lidze ale za to osiągnięty półfinał LE. Na porażkach Celty w lidze można było nieźle zarobić, wiedząc już kilka dni przed meczem, że Eduardo Berizzo wystawi rezerwowy skład.

Aby mentalnie zostać niedźwiedziem potrzebne jest odpowiednie przygotowanie
Próba nerwów, cierpliwości. Grając wyższe kursy trafiamy rzadko. Jednakże wystarczy czasem jednak wygrana by być ustawionym na cały tydzień, miesiąc a może i rok(!)
Do pewnego czasu dało się zarobić stawiając na 1 lub 1x w meczach Realu Sociedad z Barceloną. Tzw „Klątwa Anoeta”, która została przerwana w tym sezonie”. I niewykluczone, że ta klątwa wróci, bo wygrana Barcelony nie była przekonująca. Wygrany skromnie 0-1. I na takie mecze czekało się pół roku!

Warto analizować mecze po kątem wpadki faworyta… ale nie za wszelką cenę!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar